28 grudnia 2017

wyimaginowany

Chrzęści cicho, niby niewinnie, niby delikatnie. A jednak, kiedy stawiamy kroki — jeden za drugim, zabija ciszę; bezwzględnie. Nie pozwala pustce nas omamić, pochłonąć. Trzaska sobie pomału, zabiera uwagę. Absorbuje tak zwyczajnie. Podstępnie.
Jest biały. Jakby postrzępić poduszkę i pozwolić pierzu się uwolnić — pofrunąć daleko, lekko. Pokryć świat i rozjaśnić noc. Albo jak ta chmurka, ten maleńki obłoczek w lecie, zabijany błękitem nieba. Sunący gdzieś z dala od słońca lub w jego pobliżu; tak powoli, powolutku.
Zimny. Mroźny wręcz, lecz nadal cieplejszy od wielu serc.
Śnieg.
Wyimaginowany? Być może; bo przeminął. Bo już go nie ma. Stopniał, odszedł w zapomnienie. I już nie chrzęści pod stopami, nie rozjaśnia mroku, nie ziębi do cna.
Nie zapełnia myśli. To one zapełniają umysł — bo już nie śnieg, bo przeminął. I droga znów jest smutna, taka p u s t a, bezbarwna — choć nie mniej niż biel studzącego puchu. Znów pochłaniają nas wspomnienia, te niewyimaginowane, bo one nie przeminęły jak ten śnieg. Wciąż są, wciąż czekają, wciąż patrzą, pilnują, pustoszą.
Żaden chrzęst śniegu już ich nie zabija.


Od autorki: Takie krótkie coś o niczym. Natchnął mnie po prostu śnieg — jego brak i wspomnienia.

Szczęśliwego Nowego Roku. ♥

2 komentarze:

  1. To było zajefajne ! :D Mega mi się podobało i tak uspokoiło myśli :) Masz ty talenta bestyjo :D

    OdpowiedzUsuń

LAYOUT BY OKEYLA