23 grudnia 2016

więzi

Cicho, bezszelestnie. Naraz, gwałtownie.
Więziło, trzymało, niszczyło. Zaciskało bezlitośnie szpony na krtani, nie pozwalało złapać oddechu. Myliło, gubiło. Raniło.
P r z y w i ą z a n i e.
Powstało niekoniecznie z przypadku, wielu powiedziałoby, że to normalna kolej rzeczy.
Nie powiedzieliby, że jest nią również odrzucanie i miłość w jednym czasie, nie w takiej relacji.
Niedobre słowa; przypadkowe stwierdzenia, nieprzychylne spojrzenia, wyrządzone krzywdy. Złe czyny wobec bliskich.
W inny sposób myślę o więziach, nie przywiązuję się już do ludzi tak szybko.
Upojenia również widzę inaczej i nigdy nie przestanę.
Pamiętam prowizoryczny sznur, pamiętam butelki, które wciąż się pojawiają.
Garaż, kłótnie, krzyki.
Coś zniszczyło się w mojej psychice, czegoś brakuje, jakiegoś elementu układanki. Puzzle z myśli rozsypały się już dawno, chyba kilka z nich powpadało w najgłębsze zakamarki pustego pokoju. Pokoju bez kolorów. Wiem, że już ich nie ułożę, ale składam dalej i wciąż brnę do przodu.
Wiedząc, że w oczach i bohater może zgasnąć.
Mimo to – kocham cię. Dusząc się.
Ale dlaczego nie słyszysz wołania swojej córeczki? Dlaczego zastępujesz ją chłamem?


Od autorki: Krótki, ale ważny, bo dotyczy bliskiej mi osoby, która notorycznie jest raniona. Czułam więc potrzebę napisania takiego krótkiego tekstu, bo siedziało to w mojej głowie już długi, długi czas.
LAYOUT BY OKEYLA